Nagranie:
Marta Osińska, Wioleta Sawicka
Przepisanie:
Aleksandra Krawczyk-Wieczorek
Opracowanie:
Irena Harasimowicz
Informatorka:
Teresa Groszczyk – ur. 1927 r. w Witorówku; rodzice pochodzili z Wiktorówka i Rudna; rolnicy; ukończyła 4 lata szkoły podstawowej; przez rok chodziła do szkoły niemieckiej; pracowała w gospodarstwie; nie podróżowała
Informacje uzupełniające
Tekst został nagrany 29 grudnia 2007 r.
Transkrypcja
Jak odjeiżał, to matka wzeła swój szkaplerz, zdjieła i dała ijemu na szyje. Mówi: „synu, pamientaj, ten szkaplierz kłade ci na szyje, żebyś z tym szkapleirzem przyjechał, żeby on ci przyprowadził, Matka Boża żeby ci przyprowadziła na te miejsce, i z tym, co ci nałożyłam na szyje, bo to jest jej znak, nie?”
Dobrze. Jak przyjeachał do domu, to takom brode miał. Ona go ni poznała, nie poznała go, nie, bo tyroz… tyle lat co to było, mówi, ani ni miyć, ani nie golić, ani czego, w jednym biegu tyko szli zawsze dali, zawsze dali, zawsze dali… No i gdzieś trafili takom studnie, takom pómpe, jak to było, wi pani, co take do kręycynia, nie. [… ?] I on przyszed do tyj studni, wszycscy sie tam myli, odświżyli.
I on szybko wziół ten medalik zdjoł i zawiesił na te kape, na te kóńcówke, nie, i sie tyż umył, nie. I sie umył. I teraz już dalij, dalej, bo idziemy, bo już wszysko wojsko już szło, szło, a ón jeszczy kawałeczek był od tego… precz od tyj pompyi, nie, jak to mówilyi, pómpa, nie.
Odszed kawałeczek, ale mu sie przypomniało, że szkaplierza nie ma. I wrócił po ten szkapleirz. Jak wrócił po ten szkapleirz, to bomba udeyrzyła i całe wojsko, całe, co szło, wszysko zgineyło. A ón został jedyiny jeden przy życiu. Przyszed to mówi: „no jak nie widzi jak… jak Matce Bożeyj… tak jednak za to dzinkować i swojej mamie, że óna mu take coś dała, nie.”
Jak przyjechał do dómu, z takom brodom, mama, mówi, mówi [?], mama, to jest Janek. Nie, ona mówi: „nie, nie znam ciebie. Nie znam ciebie.” „Mama, to jest twój syn.” „Nie, to nie je mój syn.” Wzioł, szkaplierz zdjoł, ni, i pokazał mamie, nie. „Mama”, mówi, „wiście byił… mie go dali.” „Boże, Janku, toś tyj jest.” Tak sie usciskali oba, tak upłakali.
Mówi: „widzisz, jak ci ten szkaplerz prowadził dobrze”, mówi. „Poszedłeś, przyszedłeś zdrowyj. I znowu byńdzie wszysko w porządku.”